Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PKB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PKB. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 września 2011

Anatomia kryzysu cz. 3 - w nałogu długu.

Problem kryzysów nie jest to, że występują, to jest normalne. Problemem są nimi nieudolni politycy i populiści, którzy próbują z nimi walczyć. W efekcie powielają oni działania, które kiedyś może przyniosły zamierzony skutek, nie do końca rozumiejąc co, jak i dlaczego się dzieje. Dzięki temu, mamy rosnący dług publiczny i tysiące, jeżeli nie miliony, młodych ludzi bez pracy. Ale zaraz, czy to właśnie nie Ci młodzi bez pracy mają spłacić dług, który w każdej minucie zaciągamy? 

Zadłużenie kraju masakrycznie wpływa na bezrobocie. Wszyscy wiemy, że w tej chwili najbardziej zadłużone są Hiszpania i Grecja. I tam też jest największe bezrobocie młodych ludzi. Jak duże? Pracy nie ma ponad 45 procent młodych Hiszpanów i 38 procent młodych Greków. Za co więc żyją młodzi południowcy? Czy w wyniku ewolucji, w ich skórze pojawił się chlorofil i korzystając z południowego słońca odżywiają się jak rośliny?

Spirala zadłużenia i bezrobocia jest mordercza dla gospodarki. Zadłużenie jest dobre, jeżeli pieniądze wydawane są na inwestycje. Jeżeli w Polsce budujemy nową infrastrukturę, to po to, by zarabiała i zwracała się w przyszłości. Jeżeli wydajemy pieniądze z długu na bieżące wydatki (zasiłki, budżetówka), przejadamy zwyczajnie jutrzejsze przychody. Jeżeli za "jutro" umownie przyjmiemy okres czterech lat, przeciętnej kadencji rządzących, tak naprawdę przerzucamy problem na następną kadencję.

Rzućcie okiem na wykresy. Ewidentnie widać, że w najbardziej zadłużonych krajach Europy, inwestycje stoją w miejscu lub wręcz maleją. Co więcej, w wyniku kryzysu spadł PKB, a mimo to udział procentowy inwestycji w PKB jest mniejszy. Czyli PKB nie jest nakręcany przez inwestycje, tylko przez konsumpcję bieżącą.

W tym samym czasie dramatycznie wzrósł dług publiczny. Na razie wszyscy przeżywamy sytuację Hiszpanii i Włoch. Ale co powiecie na perspektywę upadku Belgii? Kraj od dawane jest bez rządu, od wielu lat ma olbrzymie zadłużenie i w wyniku minimalnego zawirowania, spadku eksportu lub skoku cen obligacji może szybko podzielić los południowych kolegów. Tym bardziej, że nasilą się tam tendencje separatystyczne i antyimigracyjne.

A PKB od pięciu lat stoi praktycznie na tym samym poziomie:

Od 2007 roku, pomimo olbrzymiego wzrostu zadłużenia, inwestycje spadły a PKB liczone jako siła nabywcza praktycznie stoi w miejscu. Czy to jest jakaś zupełnie nowa sytuacja w ekonomi? Ile razy słyszeliście że trakcie tego kryzysu dzieją się rzeczy z którymi nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy, że nie ma recept na rozwiązanie tego problemu, że nikt nie wie co się wydarzy. To ja się pytam: gdzie ci wszyscy ludzie byli na pierwszym roku makroekonomii. To niesamowite, bo wszystkie symptomy pokazują na klasyczny efekt wypychania, który jest świetnie i prosto opisany na wikipedii:



"Efekt wypychania pojawia się, gdy powodem początkowej zmiany wielkości produkcji jest wzrost wydatków państwa. Dochodzi wtedy do wzrostu popytu na pieniądz oraz wzrostu stopy procentowej, a tym samym do ograniczenia popytu inwestycyjnego i konsumpcyjnego sektora prywatnego. Wypieranie to inaczej zastąpienie inwestycji prywatnych wydatkami państwa.
Wypieranie finansowe związane jest ze wzrostem stopy procentowej w wyniku niepieniężnego finansowania wydatków państwa, natomiast wypieranie realne może być spowodowane np. zastąpieniem konsumpcji prywatnej konsumpcją państwa lub hamującym wpływem potencjalnej rosnącej niepewności, będącej rezultatem zwiększonych wydatków państwa.
G↑ → Y↑ → R↑ → (C+I)↓ → Y↓
G - wydatki państwa Y - produkcja R - oprocentowanie C - wydatki konsumpcyjne I - wydatki inwestycyjne"


Jak to zadziałało?
1. Po kryzysie w 2008 roku, spadło PKB i wzrosło bezrobocie. Drogi i trudno dostępny kredyt zahamował wiele inwestycji (zatrzymano kredyty obrotowe dla firm), szczególnie developerów. To spowodowało racjonalizację kosztów (nie zatrudniano nowych, młodych pracowników, skupiano się na redukcji i utrzymaniu miejsc pracy już efektywnych, przez utrzymanie doświadczonych pracowników) i starano się po prostu przetrwać. Efekt, choć jak mawiał klasyk to jest oczywista oczywistość, mamy na wykresie poniżej:
2. Rządy państw podjęły szereg nieskutecznych sposobów walki z tą sytuacją. Wszystkie powodowały wzrost wydatków publicznych
- młodzi byli zachęcani do dłuższego studiowania, zostawali na uczelniach na kolejne lata bo i tak nie widzieli szans na pracę po ukończeniu studiów. Swoją drogą studia też kosztują.
- zaraz po studiach trafiali na bezrobocie. Działo się to w najgorszej sytuacji: każdy rok bez doświadczenia zmniejsza ich szanse na pracę. Co więcej młodzi teraz nie zarabiają, a na poczet ich dochodów z następnych lat, teraz się zadłużamy, żeby wypłacić im zasiłki
- drogi kredyt i brak pracy praktycznie uniemożliwił kupowanie nieruchomości. Co doprowadziło, jak zwykle zresztą kończy się kryzys na rynku nieruchomości, do zatrzymania kilku innych gałęzi gospodarki
- polityka imigracyjna i utrzymywanie wielu imigrantów na socjalu (o pozytywnych aspektach imigracji jeszcze napiszę), jest tylko pieprzem który zaostrza smak tego całego bigosu
- każdy kolejny zasiłek, pomoc, wypłata z budżetu to wzrost długu, co podnosi koszty obsługi już wysokiego długu, co powoduje jeszcze większe problemy i dodatkowo nakręca spiralę problemów. Niestety nie można podnieść podatków, bo to dodatkowo zatrzyma gospodarkę, a presja społeczna i mediów jest olbrzymia. W tym kontekście nasza podwyżka VAT byłą naprawdę całkiem mądra. 
- dodatkowo inflacja, o której sporo pisałem poprzednim razem, potęgowała poczucie biedy i wzmagała nacisk na rządy do działania. Działaniami rządów było wypłacać jeszcze więcej pieniędzy. Z długu. Inflacja dosłownie niszczyła budżety rodzinne oraz państwowe.


Kiedyś mechanizm pompowania pieniędzy w gospodarkę zadziałał. Wszyscy pamiętają historię wychodzenia z Wielkiego Kryzysu i zasługi w tej kwestii Johna Maynarda Keynesa. Problem w tym, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, wszystko się zmienia, a w ekonomii wszystko zależy od zaskoczenia i innowacyjności.

Jeżeli rynki były przygotowane na taką, nazwijmy rzecz po imieniu, socjalistyczną wersję wychodzenia z kryzysu, to wiedziały, że po 2008 roku rządy zaczną na potęgę pompować pieniądze w gospodarkę. Wiedziały zatem, że będzie drukowanie dolarów (co więcej, teraz w 2011 roku nadal tego oczekują) i drukowanie obligacji w Europie. Inwestorzy wiedzieli, że przyjdzie dzień kiedy to oni zaczną dyktować ceny kredytu. Wiedzieli, że opłaca się grać na bankructwo krajów, bo będą potrzebowały pieniędzy na obsługę bieżącą swojego kraju a instytucje międzynarodowe zapłacą każdą cenę, żeby uniknąć bankructw. Rządy sięgnęły po najprostsze środki i przegrały sromotnie. Mają olbrzymie długi, dodatkowo bardzo wysoko oprocentowane, które nie mogą być spłacone, bo ludzie nie mają pracy. Tak się kończy kiedy politycy, twierdzą, że wiedzą jak ma wyglądać gospodarka i jak ją uzdrowić.

I tak, po drukowaniu dolarów, co spowodowało inflację, doszliśmy do problemów z PKB, zadłużeniem i bezrobociem. Następnym razem skupimy się bardziej na demografii, bo ona jest zawsze kluczowa dla makroekonomii, a rządy europejskie, kultywując lekki i miły tryb życia, zapomniały, że najlepszym funduszem emerytalnym są zdrowe i bogate dzieci. Zdrowe pewnie będą, ale z jak wielkim długiem urodzą się dzieci, pokolenia dzisiejszych dwudziestolatków? Ile lat będzie potrzebowało to pokolenie, żeby zarobić choćby na spłatę kredytu swoich dziadków i bieżące emerytury swoich rodziców?

Jednak koniecznie zwróćcie uwagę na niesamowite połączenie wielu procesów ekonomicznych. Czy można powiedzieć, że bezrobocie w Europie, zamieszki w Egipcie mają to samo źródło? Otóż można. Czy można powiedzieć, że upadek Grecji i głód w Afryce, spowodowane są przez tę samą siłę? Można. 

Nie chcę jednak siać defetyzmu do końca. Bo można wyjść z kryzysu silniejszym. Zrobiły to szczególnie Niemcy i Austria. Nieźle rozwija się Szwecja. Te kraje, zadłużenie przełożyły na inwestycje. Teraz mają się bardzo dobrze:





Niemcy całkiem wymiatają. Specjalnie do grona tych krajów dorzuciłem Finlandię. Zobaczcie na spadek inwestycji i wzrost bezrobocia. Jeszcze parę lat temu politycy zachwycali się tym, że będą budowali nam drugą Finlandię i znajdą wśród polskich firm drugą Nokię. Czy dziś ktoś z Was chciałby mieć taką sytuację? 


To czego naprawdę potrzebujemy, to dalsza mądra polityka Merkel w Niemczech. To na nią Polacy powinni głosować w październiku.

Wszystkie wykresy z niezastąpionego serwisu http://www.indexmundi.com

środa, 4 sierpnia 2010

Złodzieje, alfonsi i dilerzy uratują polski dług publiczny

A właśnie wracałem z Pawłem z obiadu, kiedy uraczył mnie tą dobrą nowiną, że jesteśmy uratowani, bo dzięki złodziejom, dilerom, stręczycielom i oszustom podatkowym będziemy my, dzielnie pracujący i płacący podatki obywatele, jeszcze trochę się zadłużyć. Rewelacja! Tego nam było trzeba - więcej długu, pod zastaw brudnych pieniędzy.

Paweł na swoim blogu ostatnio pisał o sytuacji w firmie Polska S.A. Ponieważ my Polacy jesteśmy znani i cenieni za tymczasowe, genialne i wiecznie trwałe rozwiązaine, armia urzędasów z GUS postawiła sobie nowy cel: zaliczymy szarą strefę do PKB.  Po co? Żeby móc się bardziej zadłużyć. I co więcej, są z tego rozwiązania dumni, bladzi i mówią, że w UE też tak jest. Brawo!


Jak to działa? Otóż szara strefa to kilka procent PKB więcej. Zaraz grozi nam ustawowa granica 55% długu publicznego do PKB w danym roku a potem konstytucyjna 60%. PKB rośnie jak rośnie, czyli jakieś 3% rocznie. A gdyby się tak dało to przyspieszyć o dalsze 3% kosztem szarej strefy, to wtedy spadnie stosunek zadłużenia i będzie można jeszcze wyemitować kilka obligacji lub może jakiś kredycik machnąć.

Jak to wygląda na ludzki rozum? Wyobraźmy sobie małżeństwo, które idzie do banku po nowy kredyt, nawet nie mieszkaniowy, bo to jest inwestycja, a tu mamy do czynienia ze zwykła konsumpcją. Przejadanie państwowych pieniędzy w przywilejach i niedrożnej administracji. Więc mamy w tym banku dialog:

Małżeństwo: Eeeee, kasa nam się kończy, kredyt byśmy chcieli.
Bank: Sory, macie dochody oficjalne dosyć niskie, przekroczyliście próg bezpieczeństwa nie damy Wam więcej.
Małżeństwo: Ale my tu mamy syna i on trochę kradnie, a to rower, a to lusterko, a to radio. Zawsze te trzy tysie miesięcznie wpadną. No i córka, da się ogłoszenie, że sponsora szuka. Ładna dziewucha. Te cztery tysie wyciągnie. To pan to nam te 7 tysięcy miesięcznie wpisze w przychody i dostaniemy kredyt.

Po pierwsze szara strefa to złodzieje. Wszyscy dookoła płacą grzecznie podatki oni nie bo są cwańsi, ale z usług państwa, policji, szpitali, dróg i wszelkich innych korzystają pełną parą choć się na nie  nie składają.


Po drugie, osoby które zgodnie z prawem migają się od podatków szukając najtańszych rozwiązań są ok. Płacą ale najmniej jak się da. Homo economicus.

Po trzecie GUS jest idiotyczny. Mam z nimi na pieńku odkąd wypełniam formularze sprawozdawcze. Mam też w połowie napisany post z cyklu, jak beznadziejne systemy webowe mają urzędy publiczne. Idealnie mi się komponuje z tym tematem.

1. Jak oni to będą badać? - "No panie Kaziu, fakturek to mamy na pięć tysięcy w tym miesiącu, a ile na boczku poszło? Niech się pan, panie Kaziu, nie martwi, nie powiemy skarbówce, musimy tylko sobie to doliczyć do naszych raportów". Pan Kaziu na pewno powie.

2. Jak można liczyć na uczciwe dane o naturalnych złodziejach? Jakim błędem statystycznym będzie obarczony ten pomiar?

3. "Wyżnikiewicz dodał, że szara strefa, oprócz swojej części legalnej, tworzy także wartość w swojej części nielegalnej. - Nielegalna część szarej strefy także powoduje zwiększenie dochodu narodowego. Niektóre kraje Unii Europejskiej dodają do PKB także tę część szarej strefy - poinformował Wyżnikiewicz. Według niego, zarówno legalna, jak i nielegalna szara strefa może stanowić w Polsce ponad 20 proc. gospodarki." - Jasne, to widać po samochodach chłopaków z miasta. Po prostu zalegalizujmy burdele, marihuanę, obniżmy akcyzę na samochody i wódę i problem się sam rozwiąże. Legalnie. A tak wpiszemy do PKB stręczycielstwo i handel narkotykami i pod to się potem wszyscy zadłużymy.

4. "Na poziomie UE nie zostały jeszcze wypracowane wspólne, szczegółowe wytyczne w tym zakresie. W efekcie większość krajów UE nie uwzględnia nielegalnej gospodarki w szacunkach PKB - powiedziała Leszczyńska. Dodała, że doświadczenia krajów, które szacują nielegalną szarą strefę, pokazują, że jej wartości nie są duże - udział nielegalnej produkcji w PKB utrzymuje się znacznie poniżej jednego procent, ale chwilę dalej czytamy, że "Zgodnie z informacjami z GUS, ukryta produkcja od lat stanowi kilkanaście procent PKB. W 2000 r. "legalna" szara strefa odpowiadała za 17 proc. gospodarki, w 2001 r. - 16,8 proc., w 2002 r. - 15,4 proc., w 2003 r. - 15,8 proc., w 2004 r. - 14,5 proc., w 2005 r. i 2006 r. - 15,9 proc., a w 2007 r. wyniosła 14,7 proc."- czyli jak zwykle jesteśmy wyspą na europejskim morzu.

W efekcie państwo weźmie kredyt na konto obywatela X, który okradł innych obywateli. Nie płaci jednak za to podatku, bo jest w szarej strefie. Nie ma podatku, nie ma dochodu państwa. Ale odsetki od kredytu są. Czyli uczciwi obywatele będą spłacali podatkami odsetki od kredytu zaciągniętego na konto majątku złodzieja, który ich okradł. Dziękuję Ci, GUSie, że myślisz o mnie!


Powstanie zespół, powstaną dyrektywy unijne jak to liczyć, powstanie kupa etatów i kosztów. Zapłacimy za to. Tylko po to, żeby obliczyć ile mniej więcej nas okradają i na ile jeszcze możemy więcej się zadłużyć. A wszystko to by budować finansowe zamki na piasku. 

W następnym poście napiszę jak GUS zbiera wyniki i ile są one warte. To jest męczenie firm, a nie realne dane. Realne dane są w ZUS i US. Tam szukajcie rozwiązania zagadki braku pieniędzy.