Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ecommerce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ecommerce. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 listopada 2011

Polska B to stan umysłu, szczególnie rodzimych firm

Jeden dzień w ubiegłym tygodniu przyniósł dwa raporty, które stawiają nasz piękny kraj w kompletnie innym świetle. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do tego, że w tym kraju nic nie może być normalne i zamiast poruszać się gdzieś w "złotym środku", zawsze idziemy po granicach absurdu. Jeżeli nie rozumiecie o czym piszę, to spróbujcie jakiemukolwiek zagranicznemu turyście wyjaśnić fenomen komedii Barei i to czemu tak namiętnie się z nich śmiejemy.

Ale do rzeczy. Otóż według Google i raportu przygotowanego dla nich przez SMG/KRC: "Mimo rosnącego znaczenia internetu nadal aż 47 proc. małych i średnich firm nie ma własnej strony internetowej. Co więcej, w przypadku firm zatrudniających do trzech osób, 46 proc. w ogóle nie planuje zakładać strony." (źródło). Ale, tego samego dnia pojawia się raport, w którym czytamy, że "55% użytkowników internetu w Polsce korzysta z dostępu mobilnego. Grupa ta urosła bardzo szybko, ponieważ w 2009 roku odsetek sięgał 20%. Dziś to ponad 10 mln osób. Ponad połowa mobilnych internautów w Polsce to więcej niż w Wielkiej Brytanii (43%) i USA (31%)" (źródło).

O co chodzi? Jeden raport pokazuje typowe zacofanie polskich przedsiębiorców, którzy nie tylko nie mają strony internetowej, ale nawet nie widzą potrzeby jej zakładania. Chociaż sami pewnie codziennie "surfują po sieci" i jeszcze biją się z rodziną o dostęp do "kompa" w godzinach popołudniowych, żeby "posiedzieć na fejsie". Zresztą pisałem o tym sporo już w 2009 roku w tekście "35% polskich firm nie istnieje". Stwierdziłem wtedy, że Polacy prywatnie są zapaleńcami a zawodowo odszczepieńcami, bo z Internetu korzystają wręcz maniakalnie, a w pracy się go boją jak diabeł święconej wody. O co chodzi w tym kraju? Żeby wszystko zrobić dziwnie i inaczej? Ale...






I co się stało najlepszego pomiędzy 2009 a 2011, że teraz więcej firm nie ma strony internetowej niż wtedy? Tyle pieniędzy z UE poszło na kształcenie bezrobotnych, tyle wykładów, tyle przykładów, godziny szkoleń, tysiące wszelkiej maści barcampów, dziesiątki programów radiowych i telewizyjnych, książek, postów i... jesteśmy bardziej w ciemnej dupie niż byliśmy w 2009? Ale, żeby oni nie mieli strony internetowej to by było jeszcze pół biedy. Ale to, że te firmy nie widzą sensu w jej posiadaniu to już głębszy problem.

Co więcej w ciągu lat 2009 - 2011 powstało dużo nowych firm. Teoretycznie rzecz biorąc stare, skostniałe powinny upaść. A nowe, prężne, zinformatyzowane powinny się rozwijać i zająć ich miejsce. Wtedy udział tych bez stron internetowych powinien spaść. A on znacznie wzrósł. Ja się pytam: WTF?

Czyli mamy definicję Polski B? Kraju zacofanego, niepodatnego na wszelkiej maści sugestie, trendy rynkowe, rady i zmiany. Kraju w którym ludzie robią to co robią, bo tak to robili i będą robili. Do usranej śmierci i jeden dzień dłużej.

I tego samego dnia mamy badanie, które pokazuje chyba dobrze Polskę A. Nagle, w dwa lata wyrośliśmy na potęgę w internecie mobilnym. Polacy (prywatnie fani sieci w każdej formie) robią skok ewolucyjny i w dwa lata ponad dwukrotnie rośnie ilość rodaków, którzy korzystają z sieci w najnowszej, najwygodniejszej formie. Ludzi, którzy czują potrzebę (i chcą za nią płacić) być online w każdej chwili i miejscu swojego fajnego życia.

Czy tu widać podział geograficzny? Nie. Czy zachód jest lepszy niż wschód? Czy wieś lepsza niż miasto? Nie, bo jak pokazują badania olbrzymia cześć internetu mobilnego trafia do biurek, bo nie ma innego łącza ("aż 62% Polaków używa mobilnego internetu w domu - nie ruszając się od biurka. Jest to efekt braku wystarczającego pokrycia internetem stacjonarnym i konkurencyjnymi cenami mobilnego internetu od operatorów komórkowych."). Swoją drogą to idealna sytuacja z Barei, gdzie naród w wyniku chronicznego braku normalnych rozwiązań, dzielnie sobie radzi z problemami, których nie ma gdzieś indziej i sięga po coś co nie jest temu dedykowane. To jak z popularnością komórek w Afryce, które nie służą do rozmów, tylko transferów pieniędzy. Ale dobrze, że są, zawsze to jakiś postęp.

Bycie w Polsce B to po prostu stan umysłu. To jak z tym powiedzeniem, że nie dres czyni cię dresiarzem, a mieszkanie na wsi wieśniakiem. To tylko kwestia stanu umysłu polskich przedsiębiorców.

To jest prawdziwa e-zagadka na weekend. Dlaczego tak chętnie sięgamy w życiu prywatnym po najnowsze technologie, a w zawodowym jesteśmy na etapie faksu i zamawiania rozmowy międzymiastowej.


P.S. Jedyny plus tego zamieszania to ekologia i nasz święty spokój na ulicach. Zmalało znaczenie ulotek. W zeszłym roku korzystało z nich ok. 45 proc. firm, w tym roku ten odsetek spadł do 37 proc.

niedziela, 26 września 2010

Nie ma tematów nie do ruszenia w e-commerce

Ostatnio, po dwóch artykułach w mediach kompletnie nie łączących się z e-commerce ani e-handlem pokazaliśmy jak funkcjonalne może być IAI-Shop.com. Moje teksty o zastosowaniu internetu ukazały się w magazynie Cukiernictwo i Piekrarnictwo oraz Magazynie Przemysłu Miejskiego. Kiedy się tym pochwaliłem na Facebooku, mój znajomy rzucił komentarzem "e-commerce dla rolników - to jest przyszłość". Owszem jest. Podejmuję wyzwanie i pokażę, że rolnicy indywidualni też mogą zarabiać na internecie.

I naprawdę nie będę pisał o skrzykiwaniu się przez Facebook, aby organizować Flash-moby na drogach ubierając krawaty we wzór szlabanu.

Mój tekst, Miej głowę do interentu, był nawet tematem z okładki



Zaczynam od badania konkurencji. Więc wpisuję kolejne frazy rolnictwo, e-handel, e-commerce, internet do wujka Google i nic, oprócz jakiś dziwnie zindeksowanych ogłoszeń o pracę. Nagle eureka, mój wspólnik i przyjaciel Paweł Fornalski coś napisał o ecommerce i rolnictwie... Czyżby jednak był pierwszy?


Ale, nie Paweł po prostu pisał na swoim blogu o e-commerce o tym, jakie miał przeboje przy przekształcaniu działki z rolnej na budowlaną. Czyli jednak mam szansę być pierwszy, który pokaże jak łatwo, tanio i szybko mogą zarabiać rolnicy indywidualni na e-commerce.

Po pierwsze, wykluczenie internetowe jest coraz mniejsze. I lepiej, żeby dotacje na rozwój wsi szły na kolejne łącza internetowe niż na kolejne hektary leżące odłogiem. Co więcej Neostrada lub każdy inny dostęp  do internetu jest już miesięcznie w cenie jednej - dwóch flaszek. Poza tym, czy ktoś widział polską wieś bez komórki i anteny satelitarnej? Więc śmiało możemy stwierdzić, że bariera technologiczna wejścia do sieci już nie istnieje.

Po drugie zachęcanie rolników i mieszkańców wsi do wykorzystania internetu w handlu przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa na drogach. Wiesz co to znaczy, jeżeli jadąc nad polskie morze twoja szyba zrobiła się żólto-fiolotowa? Wjechałeś w jagodziarza-miodorza handlującego na poboczu. Jeżeli do promocji swoich zbiorów (runo leśne, warzywa, owoce, miód) te osoby przestaną wykorzystywać pobocze drogi a zajmą się tym sieci (od Facebooka po własne strony internetowe) będzie bezpieczniej. Myślicie, że to nie możliwe?

Zaznaczenie takiego gospodarstwa na Google Maps też będzie bardzo przydatne. Można sprawdzić gdzie kupić ekologiczną i zdrową żywność w drodze, którą przemierzamy. W tej chwili handlarze przydrogowi łapią tylko przypadkowych ludzi. Przecież można mieć stałych klientów, promować adres gospodarstwa, ściągać tam klientów którzy przejeżdżają drogą czasem na wczasy, a często do domów lub pracy albo weekendowych działek. Będą miały kontakt ze swoimi klientami i mogły informować, że właśnie obrodziły truskawki.

Co więcej ściągnięcie klienta do gospodastwa przy drodze, a nie do pseudo straganu to szansa na up- i crossselling. A więc rozwinięcie biznesu. W czasie rosnącej mody na slowfood, jedzenie bez konserwantów daje to naprawdę szansę, przy minimalnych nakładach, na dodatkowe źródło dochodu. Każde gospodarstwo może mieć cześć eko i "przemysłowa". Dochodzimy więc do dywersyfikacji produkcji i przychodów. Część rzeczy do skupu, część do klientów indywidualnych, którzy wydadzą więcej za zdecydowanie wyższą jakość niż to co kupujemy w marketach.

Na usługach geolokalizacyjnych Google i FB skorzysta także w naturalny sposób agroturystyka. Własny profil zwykłego rolnika, który oferuje świetne jedzenie, promuje zdrową, naturalną żywność, zbiera fanów, którzy promują go u swoich znajomych? Brzmi jak mrzonki? Niekoniecznie. Nie takie "kariery" były robione w sieci.

Jednak internet ma też zastosowanie do "twardego" biznesu. Zawsze rozwalały mnie zdjęcia  rolników, którzy po kampanii cukrowej albo żniwach delikatnie mówiąc wkurzeni stawali w swoich Ursusach pod skupami rolnymi w wielodniowych kolejkach. Czy nie można tego zrobić kontraktacją przez Internet? Każdy wie kiedy i ile towaru ma przywieść. Każdy na tym zarabia. Skup wie ile będzie miał towaru, jak dostawy będą rozłożone w czasie, więc rozplanuje siły robocze. Rolnik wie ile i za ile sprzeda i kiedy ma go dostarczyć.

Zakupy grupowe. Ostatnio hit internetu. Do wykorzystania na wsi? Jasne. Dlaczego grupowo, obniżając ceny dostaw i samego towaru nie zamawiać dla całej wsi np. nawozów? Taniej, szybciej i efektywniej. I tak każdy je kupuje.

Jasne, ten tekst to małą zabawa intelektualna. W stylu, jak jesteś taki mądry to pokaż, że się da... Celowo napisałem tylko o wykorzystaniu praktycznie darmowych metod. Do wielu rzeczy wystarczy nawet tylko Facebook i darmowe konto w Google. Co jest ważne dla wszystkich inwestujących w przyszłość? To co od wielu lat powtarzamy wszystkim, to jedno z haseł IAI: liczy się internet w handlu, a nie handel w internecie. Zmień paradygmat myślenia, a pomysły same się nasuną. Internet jest narzędziem do poprawienia i przyspieszenia handlu, a nie magicznym miejscem gdzie się sprzedaje.

To samo można zrobić w każdej branży: rolnictwie, hutnictwie, górnictwie, stoczniach, restauracjach... Zmieniajmy paradygmat i realizujmy nowe rzeczy. Myśleć do przodu trzeba, i to abstrakcyjnie, bo to wspomaga rozwój. Jednak nie chodzi tak na prawdę o to, żeby tylko wymyślać coraz to nowe sposoby działania, tylko działać, bo to każe myśleć po nowemu.

I tak na prawdę to na wsparcie nowych działań, w nowatorski sposób powinno iść wsparcie państwa dla wsi.