Demografia jest niubłagana. Ludzie rodzą się w biednych częściach świata, a w bogate się kurczą. Im większe dysproporcje, tym większe ryzyko niekontrolowanej migracji i zalewu.
Zła demografia w europie napędza kryzys. W tej sytuacji możemy zapomnieć o boomie w baby i developerce, możemy zapomnieć o tym wszystkim co napędza gospodarkę, kiedy jest silna, młoda klasa średnia.
1. konsumpcjonizm kreowany przez media: moda na marki, materializm, to że nie chodzę do pracy żeby zarobić, kończy się londynem.
2. bogate społeczeństwa bawią się w ekologię, która powoduje wzrost kosztów życia w innych częsciach świata oraz podniesie kosztów produkcji w bogatych, co powpoduje przenoszenie produkcji i więcej ludzi trafia na zasiłki.
3. Zachód, eksportuje swoją kulturę masową. Każdy chce żyć na więcznej imprezie, spotkaniach i piciu drogiego alkoholu w markowych ciuchach. Im więcej do biednych krajów wyeksportujemy tej kultury tym szybciej jej miłościcy napłyną do eurpy
4. Wygrają cierpliwi. Zawsze.
Pół-prywatny pół-zawodowy blog Sebastian Mulińskiego. Zawodowo zajmuję się rozwijaniem IAI S.A., czyli producenta IAI-Shop.com oraz portalem Hip-Hop.pl. Prywatnie pasjonuję się ekonomią i poznawaniem świata. Tu ironicznie, a czasem dosadnie, będę komentował biznesową rzeczywistość.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Anatomia kryzysu cz. 1: zacznijmy palić dolary
Przeglądając doniesienia medialne o kryzysie, giełdzie, dolarze, franku, euro i Grecji uwielbiam klimat nagłówków jak z czasów wojny lub kampanii żniwnej w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. "Euro dzielnie walczy", "Ofensywa na rynkach", "Złoty poległ" - to wszystko zbędne dokładanie emocji do psychologii tłumu.
Ale jeszcze lepsza jest personalizacja zjawisk ekonomicznych. Uwielbiam, szczególnie panią Drożyznę, która zabiera dzieciom jedzenie i prezenty spod choinki. Zwykle wyobrażam ją sobie podobną do Buki z Muminków i jak słyszę, że trzeba z nią walczyć tworzę w głowie obraz chłopów z widłami i pochodniami, którzy przepędzają w nocy panią Drożyznę z ich wsi. Lubię też walkę z panem Bezrobocie, Wysokim Frankiem, i siostrą Drożyzny, panią Inflacją.
Ponieważ, szczerze mówiąc, ze światową gospodarką znaleźliśmy się ciemnej d..pie, warto sobie wyjaśnić jak się tam znaleźliśmy. Bez bajeczek o Drożyźnie. Bez owijania w bawełnę, bezsensowych tekstów opisujących jeden aspekt ekonomii bez patrzenia na inne. Dlatego przygotuję cykl tekstów poświęconych temu co poszło źle i co może być dalej. W ekonomii wszystko ma swoją przyczynę i swój skutek. Trzeba tylko dobrze się skupić żeby określić prawdziwą przyczynę tego co się właśnie dzieje.
W czterech tekstach skupię się na najważniejszych błędach obecnego systemu i postaram się pokazać jaki miały wpływ na dzisiejszą zapaść.
1. Zaczniemy od polityki monetarnej, czyli co jest złego w tym, że dolar jest walutą światową i USA eksportuje swoją błędy
2. Zajmę się inflacją, cenami surowców
3. Weźmiemy na widelec nieudolne rządy, które leczą raka paracetamolem i zadłużają się jeszcze bardziej
4. Spróbuję spiąć dużą logiczną klamrą tendencje społeczne: demografie (bez niej nie ma ekonomii) z dwoma bardzo różnymi tendencjami: ekologią i konsumpcjonizmem.
Jak nie polegnę na punkcie czwartym, to spiszę wioski w tekście numer pięć. Tyle tytułem, wstępu, a teraz zastanówmy się dlaczego
powinniśmy być jak raperzy i palić hajs.
Wiele razy na klipach rapowych można zobaczyć raperów, którzy podkreślając swój status finansowy palą walutę. Najczęściej są to dolary, ale w biedniejszych krajach, takich jak Polska, popularne jest także palenie biletów Narodowego Banku Polskiego. Ponoć największy odlot jest po spaleniu banknotu 100 franków szwajcarskich pod bankiem, gdzie stoi kolejka spłacających kredyt za swoje M3 (i nie chodzi mi o BMW).
Jednak, USA powinno dotować z funduszu na rozwój kultury klipy z paleniem dolarów. Zmniejszenie podaży pieniądza może uratować ich biznes.
USA od lat się zadłużały, kreując, przy udziale bardzo niskich stóp olbrzymią ilość pieniądza. Żadnemu innemu krajowi nie udałoby się tego zrobić, bo żadna inna waluta nie jest pieniądzem światowym. Jeżeli NBP drukowałby takie ilości złotówek, to po chwilowym bardzo szybkim wzroście PKB, zabiłaby (dosłownie) nas inflacja. Stany nie mają tego problemu, bo dolary drukowane w USA, krążą po całym świecie. Ceny wszystkich surowców i transakcje, w tym na najważniejszym rynku, czyli ropie, dokonywane są w dolarach. W związku, z tym, jeżeli Polska chce kupić ropę od Wenezueli, najpierw musi kupić dolary. To powoduje, że USA mogą ich drukować olbrzymie ilości.
Jak dużo? Bardzo dużo.
Gotówka i agregat M1 rosną powoli, mniej więcej w tym samym tempie. Agregat M1 to pieniądze na rachunkach bankowych na żądanie. M2, to pieniądz wykreowany elektronicznie przez banki. Trochę go przybyło, prawda?
W ten sposób USA podtrzymywały swoją gospodarkę. Na każdy problem: zwolnienie wzrostu PKB, bezrobocie, zasiłki dla najbiedniejszych, spłata aktualnego zadłużenia była jedna recepta: drukujemy. Trwało to trzydzieści lat Teraz mam odpowiedź na dzisiejsze problemy: palimy. W ramach akcji utylizacji odpadów i wykorzystania surowców odnawialnych w energetyce.
Miliardy dolarów tej chwili krążą po świecie. Szczególnie te wydrukowane po 2008 roku. Te dolary zaczną być problemem USA, kiedy pewnego dnia wrócą do ich kraju lub kiedy dolar przestanie być walutą światową. Na przykład w wyniku kolejnych spadków kursów i ratingów, ludzie pójdą w stronę euro lub juana. USA nie mogą już drukować więcej gotówki, bo świat już jej więcej nie chce. Teraz z problemami wewnętrznymi będą musieli się uporać w inny sposób. Ale zdecydowanie bardziej bolesny.
A dlaczego USA jest właśnie teraz w opałach? Bo na pochyłe drzewo każda koza skacze. Jeżeli inwestorzy z dużą gotówką widzą szansę zysku, to będą z niej korzystać. Będą skakali na pochyłe drzewo, najpierw z ciekawości, żeby tylko sprawdzić czy ugnie się bardziej, a jeżeli tak, to szybo dołączą inne kozy, widząc w tym szansę zysku. Na przykład w formie wyższego oprocentowania obligacji rządowych, co przełoży się na większe zyski ich funduszu, ich klientów i wyższą premię roczną dla nich. Czyli lepsze prezenty pod choinką.
I nie, to nie są niedobrzy panowie w garniturach, którzy chcą zniszczyć czyjeś życie. Ich praca to inwestowanie i ROI, każdy z nas na ich miejscu robiłby to samo. Jeżeli cieszymy się, że nasz fundusz obligacji rośnie, to bierzmy pod uwagę, że gdzieś tam, ktoś dostaje mniejszy zasiłek albo płaci większy podatek, bo koszt obsługi długu publicznego wzrósł. W ekonomi wszystko się łączy, a związki przyczynowo skutkowe są często zaskakujące.
Cały świat ma dolary i cały świat będzie płacił za błędy USA. Zmniejszenie ich ilości jest niezbędne i w naszym interesie. Dlatego bierzmy przykład z raperów i palmy dolary. Tym bardziej, że nie są warte więcej niż papier. I będziemy mieli pełno wojowniczo-patetycznego gadania z USA, o tym jak jankesi ratują kolejny raz świat z kryzysu. Ale to ich konsumpcjonizm go napędził.
Ale o tym już w tekście o inflacji i cenie surowców.
Ale jeszcze lepsza jest personalizacja zjawisk ekonomicznych. Uwielbiam, szczególnie panią Drożyznę, która zabiera dzieciom jedzenie i prezenty spod choinki. Zwykle wyobrażam ją sobie podobną do Buki z Muminków i jak słyszę, że trzeba z nią walczyć tworzę w głowie obraz chłopów z widłami i pochodniami, którzy przepędzają w nocy panią Drożyznę z ich wsi. Lubię też walkę z panem Bezrobocie, Wysokim Frankiem, i siostrą Drożyzny, panią Inflacją.
Ponieważ, szczerze mówiąc, ze światową gospodarką znaleźliśmy się ciemnej d..pie, warto sobie wyjaśnić jak się tam znaleźliśmy. Bez bajeczek o Drożyźnie. Bez owijania w bawełnę, bezsensowych tekstów opisujących jeden aspekt ekonomii bez patrzenia na inne. Dlatego przygotuję cykl tekstów poświęconych temu co poszło źle i co może być dalej. W ekonomii wszystko ma swoją przyczynę i swój skutek. Trzeba tylko dobrze się skupić żeby określić prawdziwą przyczynę tego co się właśnie dzieje.
W czterech tekstach skupię się na najważniejszych błędach obecnego systemu i postaram się pokazać jaki miały wpływ na dzisiejszą zapaść.
1. Zaczniemy od polityki monetarnej, czyli co jest złego w tym, że dolar jest walutą światową i USA eksportuje swoją błędy
2. Zajmę się inflacją, cenami surowców
3. Weźmiemy na widelec nieudolne rządy, które leczą raka paracetamolem i zadłużają się jeszcze bardziej
4. Spróbuję spiąć dużą logiczną klamrą tendencje społeczne: demografie (bez niej nie ma ekonomii) z dwoma bardzo różnymi tendencjami: ekologią i konsumpcjonizmem.
Jak nie polegnę na punkcie czwartym, to spiszę wioski w tekście numer pięć. Tyle tytułem, wstępu, a teraz zastanówmy się dlaczego
powinniśmy być jak raperzy i palić hajs.
Wiele razy na klipach rapowych można zobaczyć raperów, którzy podkreślając swój status finansowy palą walutę. Najczęściej są to dolary, ale w biedniejszych krajach, takich jak Polska, popularne jest także palenie biletów Narodowego Banku Polskiego. Ponoć największy odlot jest po spaleniu banknotu 100 franków szwajcarskich pod bankiem, gdzie stoi kolejka spłacających kredyt za swoje M3 (i nie chodzi mi o BMW).
Jednak, USA powinno dotować z funduszu na rozwój kultury klipy z paleniem dolarów. Zmniejszenie podaży pieniądza może uratować ich biznes.
USA od lat się zadłużały, kreując, przy udziale bardzo niskich stóp olbrzymią ilość pieniądza. Żadnemu innemu krajowi nie udałoby się tego zrobić, bo żadna inna waluta nie jest pieniądzem światowym. Jeżeli NBP drukowałby takie ilości złotówek, to po chwilowym bardzo szybkim wzroście PKB, zabiłaby (dosłownie) nas inflacja. Stany nie mają tego problemu, bo dolary drukowane w USA, krążą po całym świecie. Ceny wszystkich surowców i transakcje, w tym na najważniejszym rynku, czyli ropie, dokonywane są w dolarach. W związku, z tym, jeżeli Polska chce kupić ropę od Wenezueli, najpierw musi kupić dolary. To powoduje, że USA mogą ich drukować olbrzymie ilości.
Jak dużo? Bardzo dużo.
![]() |
| źrodło: wikiepdia |
W ten sposób USA podtrzymywały swoją gospodarkę. Na każdy problem: zwolnienie wzrostu PKB, bezrobocie, zasiłki dla najbiedniejszych, spłata aktualnego zadłużenia była jedna recepta: drukujemy. Trwało to trzydzieści lat Teraz mam odpowiedź na dzisiejsze problemy: palimy. W ramach akcji utylizacji odpadów i wykorzystania surowców odnawialnych w energetyce.
Miliardy dolarów tej chwili krążą po świecie. Szczególnie te wydrukowane po 2008 roku. Te dolary zaczną być problemem USA, kiedy pewnego dnia wrócą do ich kraju lub kiedy dolar przestanie być walutą światową. Na przykład w wyniku kolejnych spadków kursów i ratingów, ludzie pójdą w stronę euro lub juana. USA nie mogą już drukować więcej gotówki, bo świat już jej więcej nie chce. Teraz z problemami wewnętrznymi będą musieli się uporać w inny sposób. Ale zdecydowanie bardziej bolesny.
A dlaczego USA jest właśnie teraz w opałach? Bo na pochyłe drzewo każda koza skacze. Jeżeli inwestorzy z dużą gotówką widzą szansę zysku, to będą z niej korzystać. Będą skakali na pochyłe drzewo, najpierw z ciekawości, żeby tylko sprawdzić czy ugnie się bardziej, a jeżeli tak, to szybo dołączą inne kozy, widząc w tym szansę zysku. Na przykład w formie wyższego oprocentowania obligacji rządowych, co przełoży się na większe zyski ich funduszu, ich klientów i wyższą premię roczną dla nich. Czyli lepsze prezenty pod choinką.
I nie, to nie są niedobrzy panowie w garniturach, którzy chcą zniszczyć czyjeś życie. Ich praca to inwestowanie i ROI, każdy z nas na ich miejscu robiłby to samo. Jeżeli cieszymy się, że nasz fundusz obligacji rośnie, to bierzmy pod uwagę, że gdzieś tam, ktoś dostaje mniejszy zasiłek albo płaci większy podatek, bo koszt obsługi długu publicznego wzrósł. W ekonomi wszystko się łączy, a związki przyczynowo skutkowe są często zaskakujące.
Cały świat ma dolary i cały świat będzie płacił za błędy USA. Zmniejszenie ich ilości jest niezbędne i w naszym interesie. Dlatego bierzmy przykład z raperów i palmy dolary. Tym bardziej, że nie są warte więcej niż papier. I będziemy mieli pełno wojowniczo-patetycznego gadania z USA, o tym jak jankesi ratują kolejny raz świat z kryzysu. Ale to ich konsumpcjonizm go napędził.
Ale o tym już w tekście o inflacji i cenie surowców.
czwartek, 11 sierpnia 2011
W szczecińskiej GW o giełdzie i krachu
Na pierwszej stornie, dzisiejszej, szczecińskiej Gazety Wyborczej pojawił się tekst o sytuacji szczecińskich firm na giełdzie po ostatnich spadkach. Poproszono mnie o komentarz, ale prawa mediów są takie, że z całego, krótkiego tekstu, zostało tylko kilka zdań. Ale fajne i to.
Dlatego korzystając z okazji wrzucę te parę słów tutaj, żeby się nie zmarnowały:
Dlatego korzystając z okazji wrzucę te parę słów tutaj, żeby się nie zmarnowały:
Na razie na krachu tracą tylko Ci, którzy sprzedali akcje, które wcześniej kupili drożej. Jeżeli mamy akcje, to mamy jakiś udział w firmie i w jej zysku. Jeżeli jej cena na giełdzie spada, to nie znaczy że tracimy ten majątek, tylko zmienia się cena waloru. Trzeba wtedy dokładnie przeanalizować z czego to wynika i unikać nagłych i nieprzemyślanych decyzji.
Na rynkach kapitałowych bardzo często górę nad rozsądkiem biorą psychologia tłumu i emocje. Obecna sytuacja jest spowodowana nieudolnym wychodzeniem z kryzysu oraz olbrzymimi problemami z zadłużeniem wielu państw. Oczywiście, reakcja inwestorów giełdowych jest przesadzona, ale ma swoje racjonalne podstawy.
Dla spółek notowanych na giełdzie krótkoterminowe zdecydowane wzrosty lub spadki kursu w zasadzie nie są istotne. Jeżeli stabilna, zyskowna firma w ciągu kilku dni straciła na wartości np. 30% to nie znaczy, że nagle obsługuje 30% mniej klientów, ma o tyle niższe zyski, przychody i zatrudnienie. Prawdopodobnie w samej firmie wszystko jest dobrze i nie ma powodu, aby sprzedawać jej akcje. Warto zastanowić się, co kierowało inwestorami, że jeszcze tydzień temu kupowali akcje tej samej firmy po 10 złotych, a teraz panicznie sprzedają ją po 7. Czy na pewno coś się zmieniło?
Jeżeli kursy akcji będą spadać dłużej, przez kilka miesięcy, kłopoty mogą mieć firmy, które swoje plany uzależniły od kolejnych emisji akcji. Po prostu, kiedy nastanie bessa, problemem będzie sprzedanie nowych akcji i pozyskanie kapitału.
Bardzo łatwo jednak można się przekonać o tym czy taka sytuacja grozi firmie. Wystarczy czytać raporty, które spółki publikują na giełdzie. Jeżeli firma generuje zyski, ma w swojej popularne produkty lub usługi, zapasy gotówki to przejściowe, nawet bardzo duże, wahnięcia kursu nie są w stanie jej przeszkodzić. Wszystko to można wyczytać w raportach spółek i zawsze jest to bardzo jasno napisane, tak żeby każdy inwestor podejmował świadomą decyzję przy zakupie akcji. Zobaczcie na przykład ostatni raport kwartalny IAI S.A., nie trzeba być profesorem ekonomii, żeby zrozumieć dobrą kondycję firmy.
Stara prawda mówi, że jak w sklepie jest wyprzedaż to wszyscy rzucają się na zakupy, a kiedy ceny rosną, to szukają tańszych sprzedawców. Na giełdzie zwykle jest odwrotnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

